Temat: Luźne rozmowy o wszystkim i o niczym
Właśnie wróciłam z rowerka :) Mój cel: zrobić 20 kółek w parku :P ... Zrobiłam, może troche schudne:) Ale mój rower jest naprawde udany... Mam zjechane hamulce i jak chamuje to piszczą :/ Dlatego musiałam zboczyć z trasy jak jechałam z górki i wyjechałam na "pobocze" :P... Nie da sie zaprzeczyć, że jestem udana.
Za chwilke chyba wody nie będę miała, bo jest w bloku jakaś awaria :/
Jak mija weekend Dziewczynki ?
Źródło: forum.joannabrodzik.pl/viewtopic.php?t=47



Temat: Mam wreszcie ROWER!!!
No i w końcu się doczekałem:D Moja nowa bryczka już stoi na podjeździe.

Zdecydowałem się jednak na nowy rowerek który z czasem ulepszę.

Merida 880-16 z 2009 roku.

Są dwa minusy, przednia piasta to pomyłka, jest osłonięta jakąś gumą która gdy choć troszkę nawilgnie piszczy strasznie. Muszę coś z tym pokombinować.
Drugi minus i to duży za hamulce. Te klocki po prostu są dla ozdoby. Nie dość że na śrubę zamiast imbusa to jeszcze przy większych prędkościach rower jedyne co robi to zwalnia i piszczy. Jak kupiłem do starej szosy klocki rok temu czegoś takiego nawet na dotarciu nie było. Pierwsze co zrobię jak wrócę do domu to przekładka:)

Ogólnie rower bajeczka. Wiem, że to najtańszy model ale jestem zaskoczony jakością. Ramka jest przynajmniej dla mnie piękna, pozycja bajeczna, wygodne siedzenie.
Najbardziej bałem się klamek ale nie są takie złe, całkiem dobrze to chodzi.
Co do jazdy to dziś padało i zrobiłem tylko kilka kilometrów ale jest moc:)
O wiele lepsze prowadzenie, nie męczę się już tak przy jeździe, dobrze się trzyma.
Ależ mam radochę:D



Źródło: forumszosowe.org/viewtopic.php?t=13


Temat: Pogoda dobra to i kretyni na rowerach wylegli na drogi
Maciek "Babcia" Dobosz pisze:
[color=blue]
> Popatrzyłem wczoraj na ścieżki na Kabatach i jest zdecydowanie inaczej
> niż twierdzą zacieklki rowezyści - piesi na ścieżkach to pojedyncze
> przypadki. Rowezryści na chodnikach to niestety norma :-([/color]

I jedno i drugie to norma. Kwestia jak się zachowują obie strony kiedy
są "gościnie" u drugich. Ja np w zeszłym roku zrobiłemrowerem jakieś
1500 km po ścieżkach (bo drogą dla rowerów nie da się na ogół tego
nazwać) i chodnikach. I nie miałem takich przypadków jak ty. Jak byłem
na chodniku to pieszych nie poganiałem, tylko spokojnie czekałem aż się
zrobi miejsce (piesi sami robili i jakoś nie widziałem w ich oczach
złości na mnie). Jak jechałem ścieżką to po prostu lekko naciskałem
hamulec, a że lekko piszczy to sami schodzili. Jakbym każdemu uwagę
zwracał to tylko bym się wkurzał, tak jak ty, a rowerem jeżdżę dla
przyjemności a nie żeby się na pieszych wyżyć:P

Inna sprawa, że znając ciebie to i Sahara byłaby za mała dla ciebie i
jednego rowerzysty, i pewnie byś tą kolizję na usnecie opisał:P

Więcej luzu i życie będzie przyjemniejsze;)

Pozdr Shrek.



Źródło: wirtualna.warszawa.pl/forum/showthread.php?t=68302


Temat: Mam problem z hamulcem tarczowym juicy five...
Jeszcze nigdy nie zapłaciłem tak wiele za tak niewiele. Jeżeli chodzi o płyn to mam przy klamce taką srobkę która po przykręceniu zwiękrzyła cisnienie... i dolewanie nie było konieczne, jednak mimo mojej regulacji nadal tarło...Strasznie mnie to denerowoało. Więc poszedłem do serwisu (ROWMIX)... Mam tam dosc daleko ale pojechałem do nich bo kupiłem u nich rower, ale ten serwis to porażka. Gosc powiedział że są rezregulowane i za 10 zł to zrobi.. Zgodziłem się... Wzioł rower na zaplecze odkręcił i przkręcił przednie i tylnie koło, przyniósł mi rower i powiedział, że motylek ma byc zamknięty do góry... Widząc to zaczołem kręcic tym kołem... Tarło tak samo... Mówie gosciowi ze nadal trze, a on na to ze to normalne i tak jest zawsze. Wyszedłem ze sklepu wkurzony jak nigdy... Ale pomyslałem sobie ze chociaż wiem ze sam dobrze go wyregulowałem.. Dzisiaj znów poszedłem do lasku... Hamulec juz nie trze teraz wydaje odgłos okropnego piszczenia!! Jestem rozpaczony.... Nie mam siły do nich jechac tam znowu,ochrzanic ich, żeby zrobili to jeszcze raz... To rzeczywiscie normalne że ten hamulec tarczowy tak trze i wydaje takie odgłosy?? Jest szansa żeby to się dotarło?
Sorry za takie głupie pytania ale jestem początkującym i juz naprawde nie wiem czy to normalne...
Źródło: forumrowerowe.bikeholicy.pl/showthread.php?t=480


Temat: Rowery i wszystko co z nimi związane | Co wybrać? | Gdzie kupić? | Jak serwisować?
a ja mam problema :P

mam taki dosyc stary rower , ale fajny no i mam tam hamulce takie zwykłe.... ( nie tarczowe, ale nie pamiętam jak się na to mówi) bodajże V-brake. no i jak hamuje to te klocki dziwnie piszczą.... taki głupi odgłos jest.... to co ja mam z tym zrobic? wymienic te klocki ? a moze cos nasmarowac czy cos ?, aha i ile takie klocki mogą kosztowac ?
Źródło: tibia.org.pl/forum/showthread.php?t=284541


Temat: Z Pamiętnika Rzecznika
23-06-2006 , sobota wieczorem ….
Dzień pierwszy
Rzeszów-Tuchów 99 km

Prawie nie spałam bo na wyjazd czekałam….
Wreszcie zachrapałam, a śniąc na start czekałam
A jak się obudziłam to… zwątpiłam.

BO: Nie dość, że była deszczyk, stukał, pukał i do okna kukał… Na ale nic to. Po chwili pozytywnego samonakręcania przystąpiłam do akcji pod kryptonimem NO TO W DROGĘ!!!! Zkręciłam radośnie korbą i w podskokach pojechałam na szóstogodzinną mszę na Pobitno.
Tam się ubrałam w uśmiech, bo.. zgromadzeni w kaplicy w pielgrzymi uśmiechali się do mnie. Uśmiech jest zaraźliwy, lubię takie zarażanie….Już było dobrze – niech sobie pada!!!! Mszy świętej, jak zwykle na starcie, przewodził biskup Białogłowski – czuję ,że drzemie w nim dusz a bajkera, bo mówi o kolarskim pielgrzymowaniu z sentymentem i namaszczeniem. Gdyby nie natłok obowiązków, to zapewne by z nami jeździł….

Po mszy, pod szkołą, był tradycyjny przedstartowy chaos, czyli: wszyscy biegali we wszystkie strony, przestawiali rowery swoje i nie swoje, pytali się o wszystko i o nic, szukali swoich bagaży, swoich towarzyszy startu i swojego miejsca w życiu (np.: Ewka J.).
No i nadeszła godzina ZERO, (czytaj 9 ZERO ZERO) czyli szczęśliwa godzina pierwszego z 600 pielgrzymkowych kilometrów. I w tym momencie stała się jasność: Zaświeciło gorące czerwcowe Słoneczko!!! Cudowny cud. Jak to na pielgrzymkach ; cuda się zdarzają. I świeciło nam przez cały Boży dzień.
Po krótkiej rozgrzewce zajeżdżamy do przyjaznego Czudca, a tam…. Strażacka orkiestra na Rynku gra nam na powitanie rowerowego marsza! Do jego rytmu maszerujemy do Sanktuarium Matki Bożej Czudeckiej, a potem jedziemy dalej.
Skończyły się żarty, a zaczęły górki…. I tu znowu doświadczam swoistego patentu pielgrzymkowego: hamowanie z górki i hamowanie pod górkę. Trzeba cały czas trzymać palce na klamkach hamulcowych i na wodzy, żeby nie popędzić gdzie koła poniosą….
A koła niosły i niosły, aż do Tuchowa przyniosły.
Wyjeżdżeni i zmęczeni, kiełbaskami posileni rozpoczęliśmy wieczorek zapoznawczy, czyli krótkie Who is Who? To tak zupełnie z grubsza; na bliższą integrację będzie czas jutro w Krościenku nad Dunajcem.


P.S. Dzisiaj jest noc świętojańska!!! A ja nie umiem pleść wianków, za to czasem plotę androny.

Dobranoc…..

24-06-2007, niedziela godz. 19.00
Dzień Drugi
Tuchów- Krościenko n/Dunajcem 123 km

Krótka statystyka Rzecznika Pątnika pielgrzymki rowerowej przedstawia się następująco:

Liczba Rowerowych Pielgrzymów ogółem : 76 – liczba łączna,
Rowerowe Kobiety: 13
Rowerowi Mężczyźni: 76 minus 13.
Rowerowi Księża:6
Obsługa Rowerowych Pielgrzymów: 10
Najstarszy Pielgrzym: lat 67
Pielgrzym najmłodszy lat 13

Skąd jesteśmy: Rzeszów (no bo jakże inaczej), Elbląg, Bielsko-Biała, Szczecin, Kraków, Poznań, Łowicz, Bieszczady, Kraków, Zakopane, Lublin, Radom, Wysokie Mazowieckie, Śląsk, Bieszczady, Beskid Niski, Presov na Słowacji – zacieśniamy przyjaźń między narodami….
Dokąd zmierzamy: wiem, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, …. Ale to jeszcze nie ta pielgrzymka. Teraz pedałujemy na Jasną Górę via wszystkie góry po drodze…. No tak, ładne mi PO DRODZE. Dziś jedna Babcia w Starym Sączu złapała się za swoją siwą głowę (która nie jedno już w życiu widziała) Cyt: „Olaboga z Rzeszowa do Częstochowy tędy jedziecie????!!!!”. Tak Babciu – TĘDY!


No a co w Pielgrzymce piszczy??? Oprócz piszczącychhamulcówpiszczą opony. Bo grzejemy pełną parą po rozgrzanym asfalcie. Kontemplujemy widoki, rozglądając się na boki. Z każdym kilometrem robi się coraz piękniej i piękniej, a my jedziemy coraz wyżej i wyżej, nie oszczędzając kombinacji przełożeń.
Teraz w Krościenku podziwiamy pieniński zachód słońca. Jest pięknie: po 123 km wrażeń sportowych połączonych z wrażeniami estetycznymi pełnych achów i ochów, strawie cielesnej pełnej makaronu z mięsem oczekujemy na strawę duchową – wieczór przy gitarze i modlitwie.

Do jutra! Życzę wszystkim pięknego wieczoru i pogodnego poranka!


25-06-2007, poniedzialek - po etapie
Dzień Trzeci
Krościenko n/Dunajcem-Jabłonka 101 km

Powitał nas piękny i pogodny poranek, tak jak życzyłam sobie i Wszystkim Pielgrzymom.
Po śniadaniu, wyruszyliśmy na podróż przez Podhale. Góra-dół, góra-dół: tak przebiegał etap z Krościenka do Ludźmierza. Legendy sportowe mówią, że dzień trzeci jest dniem kryzysu, kiedy to następuje opad z sił fizycznych, psychicznych i wszystkich innych sił. A tu opadu nie zaobserwowałam. Pielgrzymi pełna parą jechali i nie zaobserwowałam żadnego kryzysu!!!
Długa przerwa zaplanowana była w Ludźmierzu –tam nasi księża odprawili mszę świętą, a po niej szef pielgrzymkowej kuchni ugościł wszystkich pyszną zupą jarzynową. Po duchowo-cielesnej strawie pojechaliśmy do Zakopanego do sanktuarium na Krzeptówkach. Pokrzepieni modlitwą wjechaliśmy na Orawę. A na Orawie, jak to na Orawie. Wiatr spod Babiej Góry chciał nas zwiać z siodełek.
Pielgrzym twardy musi być; nie miętki! Wymiękł wiatr……

Trzeci dzień pielgrzymowania zakończył, jak co dzień, Apel Jasnogórski i spotkanie przy muzyce.


26-06-2007 wtorek, 20.00

Dzień Czwarty
Jabłonka – Zakrzów – 94km

Ciemno jeszcze było, gdy coś zadudniło…


Wczesnym rankiem rozpoczęła się ulewa i burza. Staliśmy przed kuchennym namiotem po śniadanie - do talerzy lały się strugi wody. Gwałtownie spadła temperatura – z 29 do 9 stopni, co pokazały termometry na Przełęczy Krowiarki, z których zjazd był mrożący krew w żyłach lecz nie z powody przerażającej prędkości tudzież nachylenia terenu, a mrożącej temperatury!!!!

Dzwoniąc zębami i łańcuchami dojechaliśmy do 50 tego km i postoju, gdzie garkuchnia zaserwowała nam rozgrzewający rosół. Zupa rozgrzała tez powietrze, bo znowu zaświeciło słońce i zrobiło się ciepło.
Zawijasami Beskidu Żywieckiego dojechaliśmy do ostatniej prostej przed noclegiem: ale jakiej prostej! Ten odcinek powinien się nazywać Tylko Dla Mocnych w Wierze w Swoje Mocne Nogi. Nachylenie drogi miało ok. 17%, co zmusiło nas do kombinatoryki w technice wydrapania się na samą górę.

Nagrodą za trud i jest nocleg w pięknym, stylizowanym na chaty tyrolskie, ośrodku Caritasu w Zakrzowie, z którego wszystkich pozdrawiam! Sama zaś udaję się na taras, gdzie oddam się kontemplacji w promieniach zachodzącego słońca.
Źródło: forum.klubalpin.pl/viewtopic.php?t=10





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  co zrobić jak mi hamulce piszczą w rowerze
witch